fbpx

Związki z GITem i TFSem

Opublikowane przez Jerzy Wickowski w dniu

Ostatnimi czasy używam praktycznie tylko i wyłącznie GITa, jako systemu kontroli wersji. Nauczyłem się go, zrozumiałem, polubiłem. Kiedy już merdże, brancze, rebejsy stały się chlebem powszednim, świat stał się piękniejszy. Jak i kiedy zacząłem go używać? Czy powrót do TFSa jest uciążliwy? Czy jest alternatywa? O tym poniżej. Zapraszam.

Nie zawsze tak było

Jak zaczynałem swoją przygodę z komercyjnym programowaniem to standardem kontroli wersji w świecie .NET był SourceSafe. Kiedy byłem bardzo początkujący, a zespół bardzo mały. To nie odczuwałem dyskomfortu związanego z Exclusive Lockami. Wręcz przeciwnie. Miałem wrażenie sensowności tego mechanizmu. W końcu jaki mógłby być sens zmiany tego samego pliku, w tym samym czasie, przez różne osoby.

Mała zmiana

Po pewnym czasie zmieniłem pracę. Zawitałem do lubelskiej firmy. Tam już natknąłem się na TFSa. Od SourceSafea był dużo lepszy. Zachwyciła mnie integracja tasków z kodem. Jednak merdże, początkowo, strasznie mnie irytowały. Jednak po kilku tygodniach zauważyłem, że pomimo konieczności rozwiązywanie konfliktów, wydajność wzrosła wielokrotnie. Poznałem wtedy koncepcje branczy. Wszystko było super.

Prywatne odkrycie

Następnie sytuacja namówiła mnie do wyjazdu do Płocka, polskiej stolicy paliw płynnych. Technologicznie w pracy niewiele się zmieniło, ale ze względu na dużą ilość czasu, zacząłem rozwijać własny, mały projekt. Który, z jednej strony okazał się wielką porażką, gdyż kod wylądował w koszu. Jednak z drugiej strony okazał się spektakularnym sukcesem, bowiem nauczyłem się przy nim naprawdę dużo. Jedną z tych rzeczy były podstawy GITa, które odmieniły moje spojrzenie na wygodę korzystania z systemu kontroli wersji.

Zgłębienie

Następnie przeprowadziłem się do Wrocławia i pracuję w miejscu, gdzie używanie GITa jest czymś normalnym. Zatem podczas codziennej pracy w projektach, gdzie z jednej strony pojawiają się nowe problemy to z drugiej wyskakują okazje, aby te problemy rozwiązać w jak najsprytnieszy sposób. Zatem poznawanie nowych zakamarków wszystich narzędzi, w tym również GITa, jest jak najbardziej możliwe i wskazane.

Próba powrotu

Ostatnio pojawił się klient, który miał pewien fetysz. Z pewnych względów wymagał używania TFSa. Pewne złe uczucia z przeszłości powróciły. Ale pomyślałem, klient płaci, klient wymaga. Potraktuję to jak nowe rozdanie. Przecież po tylu latach, nie może być aż tak źle, jak to wspominam. I pewnie Was zaskoczę. Było całkiem w porządku…. przez tydzień. Potem chciałem zrobić coś bardziej zaawansowanego niż zakomitowanie kawałka kodu. Pierwszy raz od dawna byłem podirytowany w pracy.

Lekarstwo

Gdy już miałem dość i zamiast tworzyć kod walczyłem z narzędziami. Kiedy brakowało mi komitów lokalnych to czułem się jakbym miał związane ręce. Kiedy Stworzenie brancza trwało, i trwało, i trwało. Miałem czas, aby się zastanowić. Przecież już ktoś musiał mieć ten sam problem. Nie pomyliłem się. Znalazłem. Może nie panaceum, ale przynajmniej dobry sposób zmianę tego stanu. Mianowicie GIT-TFS. Pozwala on na lokalną pracę z GITem i puszowanie do TFSa, a jednocześnie oszczędza sporo nerwów. Polecam.



Czy to był wartościowy artykuł? Bądź na bierząco. Zapisz się, a poinformuję Cię o nowych postach
Kategorie: wizja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


Zapisz się

Wyślę Ci dwa dokumenty mówiące o jakości kodu. Dodatkowo będę Cię informował o nowych postach i nowościach.